Lektura
Gender queer była dla mnie dziwnym doświadczeniem. Możliwe, że dziwność
wynikała właśnie z partycypacji w doświadczeniu, możliwości zanurzenia się w
świat, który jest mi nieznany. Sam nie mając problemu z płcią – pewnie dlatego,
że jako mężczyzna mieć ich nie mogę – zakładałem jej oczywistość. Nie w wydaniu
prymitywnie prawicowym, co liberalnie tolerancyjnym, uznającym możliwość wyboru
i autodefiniowania swojej tożsamości. Pewne
migotania nieoczywistości wyboru, problematyczności własnej płci, nie były mi
obce. Zachwycałem się koncepcją monstrualności, trochę teorią queer – to
wszystko jednak przejawiało się jako teoria, jako idea, jako pewna fajna
koncepcja, do wykorzystywania w pracach teoretycznych. Tymczasem Gender
queer wprowadza mnie w doświadczenie, w przeżycie – codzienność.
