Z Patricią Leavy łączy
mnie niewątpliwie coraz powszechniejsze wśród badaczy społecznych i
humanistycznych przekonanie o skostniałości obecnej produkcji akademickiej. Łączy
mnie również rozczarowanie i niechęć do typowego stylu pisania książek i
artykułów, których nikt potem nie czyta – nie tylko ze względu na dystrybucję produktów,
ale też ze wzglądu na ich wykonanie. Akademicy piszą dla akademików,
reprodukując wiedzę, która zostaje oddzielona od reszty społeczeństwa. Stosują
suchy, bezbarwny styl, naszpikowany żargonem sugerującym powagę myśli. W
efekcie ustalonych sposobów pisania w akademii otrzymujemy niestrawne zakalce,
które spożywamy z przykrością. Samo ich wytwarzanie również pozbawione jest
radości.
Badania jakościowe
próbują od wielu lat przekształcić uprawianie nauki. Podejmują się
eksperymentalnych form pisania oraz starają się czynić wiedzę dostępną
społeczeństwu. Szukają radości, słów zakorzenionych w doświadczeniu i doświadczenie
współtworzących, słów pełnych energii, wiatru i wilgotnej ziemi. Szukają sposobów
nawiązywania relacji wykraczających poza grono specjalistów, opuszczania murów
uniwersytetu w celu wspierania walki o sprawiedliwość, równość i troszcząc się
o głosy zmarginalizowane. Zwalczają dominującą władze i włączają się w
tworzenie alternatyw.