środa, 1 stycznia 2020

Jakub Żulczyk, Czarne słońce



„Czarne Słońce płonie. Czarne Słońce spali wszystko, co znasz.
(…)
A potem zje się samo. I będziesz miał swoją nicość” (Żulczyk, 2019: 462).

Super, że pisarze podejmują aktualne problemy, że kierują swoją uwagę w stronę polityki. I że nie są to tylko prawicowe mniej lub bardziej skrajne oszołomy. Bardzo mnie cieszy, że próbują się angażować i swoim pisaniem robić różnicę. Niemniej, często efekty są dość słabe. Dziesięć godzin Nurowskiej to przepisy z Gazety Wyborczej, zaś Bardo mimo, że śmieszne, to jednak zanurzone w elitarystycznej retoryce. W obu przypadkach mamy do czynienia z mówieniem do tych, co z nami się zgadzają. W obu przypadkach nie mamy do czynienia z próbą zrozumienia, ukazania złożoności i wypracowania oryginalnej, wnikliwej i przejmującej krytyki.


Co na to Żulczyk? Pisarz komercyjny, ale sprawny. Dla mnie raczej wspierający konserwatywną narracje. Ślepnąc od świateł czy Wzgórze Psów to ponure wizje, które budzą obrzydzenie do ludzkości i świata. Takie odczucia mogą karmić nihilistyczne pragnienia – nie jest to jednak nihilizm radosny, ale ponury, mroczny i lepiący mroczne odpowiedzi. Kiedy usłyszałem o tym, że Żulczyk popełnił książkę polityczną, o Polsce, z ciekawością sięgnąłem po Czarne Słońce. I co?

No nie wiem.

Skoro piszę o książce na blogu, to znaczy, że ją polecam. I tak, warto czytać. Żulczyk jest dobrym rzemieślnikiem i dostarcza porządnej rozrywki. I nie wchodzi on w wytarte narracje krytyczne, ale próbuje jakoś sam sobie wszystko poukładać. Tak jakby historia Gruza była pewną terapią i oczyszczeniem.

Żulczyk ma tendencje do wyolbrzymiania, narracje pęcznieją i docierają do własnych granic, trzeszcząc i niemal się unicestwiając. To, co ja odbierałem jako konserwatywną wizję świata autora, może być uznane za próbę takiego spotęgowania tejże, że staje się ona obrzydliwa i nie do utrzymania, już nie do wypowiedzenia. Jednocześnie w Ślepnąc od świateł czy we Wzgórzu Psów, zamyka on opowieść tak, jakby pomimo całego obrzydlistwa nie istniało żadne zewnętrze.

Czarne Słońce kieruje się w stronę zewnętrzności. Nie chodzi jedynie o potęgowanie, doprowadzanie narracji prawicowej do ekstremu, gdzie mówienie dalej w tej logice jest już czystym szaleństwem i moralnym upadkiem. To się dzieje, ale to nie wszystko. Żulczyk dla swojej krytyki próbuje wprowadzić jakiś punkt zewnętrzny, inny zestaw wartości, inną narracje. Nie odnajduje jej w lewicowej wrażliwości. O ile jakoś tam może i ona rozbrzmiewa, to zostaje przerysowana i co najważniejsze - bezbronna.

Dla Gruza i jemu podobnych, to, co przychodzi z zewnątrz jest już we wnętrz, rozbrojone, wyśmiane i nadające się tylko do eksterminacji. Zmiana nie może nadejść w wyniku debaty, wymiany argumentów. I to nie tylko dlatego, że Gruz rozwali ci łeb nim wypowiesz dwa zdania, ale dlatego, że Gruz dobrze wie, co powiesz. Jest odporny na lewicową, liberalną czy inną tęczową zarazę.

Zmiana też nie zachodzi poprzez doświadczenia. Nie mamy do czynienia ze zderzeniem między ideologią a faktami, między propagandą a życiem. Nie ma faktów, życia i doświadczenia wolnego od ideologii. Każde doświadczenie staje się zrozumiałe dzięki narracji – a tą Gruz jest przesączony.

Gdzie zatem Żulczyk może znaleźć nadzieję? – w interwencji pozaziemskiej, w mocach pozaludzkich. To, co może zmienić tych prawicowych oszołomów, to jest cud. Boska interwencja pozwala zatrzymać czarne okulary i jednocześnie spojrzeć inaczej.

Nie jestem pewien na ile to spojrzenie jest inne. Na ile jest rzeczywiście radosne, a na ile wręcz przeciwnie? Na ile Żulczyk jest w stanie wzbudzić nadzieję, a na ile mówi nam – nie ma szans, tylko koniec świata, z tymi ludźmi to już nic się nie da zrobić? Zewnętrze które wprowadza jest kruche i niekiedy stanowi jedynie odbicie tego, co jest. Tak jakby przez przypadek wprowadził lustro.

Możliwe, że lustro jest nam potrzebne. Samoświadomość, refleksyjność, rodzi się ze spoglądania we własną mordę. I nie bez powodu Gruz nosi maskę, i nie bez powodu nie może na siebie patrzeć. W tej perspektywie Żulczyk jawi się jako moralista. To wciąż bezpieczna i powierzchowna krytyka polskiej rzeczywistości. Chociaż na szczęście wolna od elitaryzmu i lamentów z Wyborczej.
Jakub Żulczyk, Czarne Słońce, Warszawa 2019.

1 komentarz:

  1. Świetna recenzja! Aktualnie szukam pozycji, które poruszają współczesne problemy, jednak jest co ciężkie, ponieważ większość autorów w sposób skrajny opisuje naszą rzeczywistość.

    Możliwe, że jest to pozycja po która powinnam sięgnąć :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń