środa, 25 września 2019

Hanya Yanagihara, Małe życie



 Znacie to wielokrotnie powtarzane przez różne telewizyjne gwiazdy słowa, kiedy mają coś powiedzieć o książce – „to takie o życiu, nie, no, fajne, o życiu”. Bohaterowie są fajni i akcja jest fajna – fajnie mówi jakaś tam gwiazda. Dzisiaj trochę się wcielę w jednego z aktorów, który dorabiał mówiąc o literaturze.

Powiedzieć o książce Hanya Yanagihara Małe życie, że jest o życiu, nie jest pustym zdaniem do wypełniania czasu antenowego. To właśnie to małe życie, zwykłe-niezwykłe, prozaiczne i magiczne, zostaje zapisane – rozbite na różne perspektywy, różne opowieści, które splatają się ze sobą w ujmującą liniową narracje. To nie czas spaja wielogłosowość, nie miejsca, nie aktorzy – ale pewne pragnienie obrazu, który da się zrozumieć. I w tym sensie, jest to książka, która o życiu kłamie.

niedziela, 22 września 2019

Marc-André Selosse Nigdy osobno





„Dlatego ja sam i wszyscy ci, którzy mnie otaczają, zbudowani jesteśmy jako emanacje tego, co niewidzialne, a tkwiące głęboko w nas samych, zawsze i wszędzie, dlatego nigdy nie żyjemy osobno” (Selosse, 2019: 451).

Nigdy sami, nigdy osobno – zawsze wielość.

Selosse może zmienić sposób patrzenia na świat, nas samych i na cywilizacje. Przesadzam? Niekoniecznie, chociaż miewam takie tendencje. Nigdy osobno jest nie tylko książką ważna dla biologów – ale książką filozoficzną.

sobota, 14 września 2019

China Miéville, Miasto i miasto





Fantastyką zaczytywałem się będąc w szkole podstawowej. Pierwsze doświadczenia z literaturą się zaczęły od niej Bracia Lwie Serce czy Ronja, córka zbójnika były przez mnie zaczytywane na równi z komiksami o super bohaterach, magazynem Fenix (Nowa Fantastyka wydawała mi się jakoś bardziej nudnawa), horrorami i syfy’ami, fantasy, których autorów i tytułów już nie pamiętam.. Rodzice rwali włosy, że takie powieści zatrują mi mózg i co, to ze mnie wyrośnie… Wiadomo, jak z każdego, nic dobrego[i].

Miłość minęła, a ja zacząłem czytać poważna literaturę, kryminały i książki naukowe. Nie traktowałem jednak minionej fascynacji jako błędu młodości; ani jako złego gustu z którego wyrosłem: lektury mam teraz poważniejsze do jestem trochę starszy… Po prostu, tak bywa, przestało iskrzyć. Przestałem śledzić najnowsze produkcje, omijałem półki w księgarniach i bibliotekach – fantastyka została jedynie miłym wspomnieniem. Nic więc dziwnego, że przegapiłem polskie wydania China Miéville.

czwartek, 5 września 2019

Cormac McCarthy, Droga




W momencie, gdy bledną kolory reklam i cichną rozrywkowe programy, odsłania się otchłań kryzysu, która obok podziemnych rzek troszczących się o życie, stanowi ukrytą prawdę schyłku kapitalizmu. To prawda, tego co jest – tkwienia w egzystencjalnej śmierci. W strachu i poczuciu bezsensu.

Korporacyjne, krótko terminowe cele, przynoszące zyski, odbijają się, a odbicie jest mroczne: prekarne warunki pracy pozbawiają nas przyszłości, innych celów niż najbliższy krok, przetrwanie z dnia na dzień, cały czas poszukując pożywienia i bezpiecznego schronienia.

Etyka przetrwania dla najsilniejszych uczynniała to, co społeczne przestrzenią bezwzględnej walki, zmieniając ludzie w bestie. Inni są zagrożeniem. Ryzykiem, którego lepiej nie podejmować. Schodzi się z drogi, podąża się samotnie – tak jest bezpieczniej, tak jest lepiej. I przede wszystkim myśli się o sobie. Aby przetrwać. Kolejny dzień w oczekiwaniu na śmierć. Chociaż już się w niej jest. Kroki nie mają celu – zaklęty krąg, pozbawiony życia.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Inny Meksyk. Opowieści zapatystów



 (Wprowadzenie nie będące częścią recenzji)

Ostatnio mało czytam książek, które mogę szczerze polecić. Większość to, zbyt specjalistyczne publikacje. Dużo też zwykłych czytadeł, zapychaczy czasów mniej lub bardziej przyjemnych, ale niczym się nie wybijających z masowej produkcji. Zdarzyły się też książki bardzo złe. Tak złe jak samo zło, że nawet zastanawiałem się, czy nie złamać przyjętej przeze mnie zasady i nie napisać czegoś o tym na bloga. Przeczytałem fragment jednej takiej pseudo-powieści mojemu terapeucie, gdy zapytał jak tam się czuję. Posiwiał, wyrwał sobie wszystkie zęby i wyskoczył przez okno.

Napisanie wrednego postu ostrzeżenia mogłoby ocalić komuś życie, rozmyślałem w pustym gabinecie, a wiatr poruszał leniwie firankami. Tylko po co? Nie ma sensu produkować złej energii, a ludzi i tak jest za dużo. Pozostańmy, przy polecaniu. Tylko, co z blogiem? Jeżeli tendencja się utrzyma, to posty będą pojawiać się tak rzadko, że nikt tu zaglądać nie będzie. I co wtedy? Gdzie sława i chwała?

środa, 28 sierpnia 2019

Renata Salecl, Tyrania wyboru

 
„(…) kiedy gloryfikuje się wybór jako najważniejszy mechanizm kształtowania swojego prywatnego życia, pozostaje niewiele miejsca na krytykę społeczną” (Salecl, 2013: 23).

W słynnym eseju Althusser dowodzi, że indywidualizacja jest wytworem ideologicznym, który najlepiej reprodukuje system. Redukowanie problemów społecznych do kwestii działań pojedynczej osoby, jest doskonałym sposobem blokowania wszelkiej krytyki. Władza zaś wydaje się pozbawioną represyjnego charaktery praktyką wspomagania rozwoju.

To tylko ja... ja sam... Ja...

„Ja” ja jest przedsiębiorstwem – inwestujesz i rozwijasz, albo giniesz.

„Ja” jest początkiem i końcem – jedyną rzeczą z jaką się stykasz i w której istniejesz.

sobota, 3 sierpnia 2019

Rebecca Solnit, Nadzieja w mroku. Nieznane opowieści, niebywałe możliwości



Od dłuższego czasu próbuję wrócić do aktywizmu. Od dłuższego czasu zmagam się z gęstą, mroczną rozpaczą. Są dni, gdy wydaje mi się, że losy świata są przesądzone. Idioci u władzy zatrują społeczeństwo nienawiścią i rozpalą faszystowską przemoc, aby dalej prowadzić swoje interesy. Korporacje i – znowu – politycy skutecznie zablokują wszelkie próby powstrzymania katastrofy klimatycznej. I tak dalej, i tak dalej – rozum i empatia zbankrutowały, została brutalna rzeczywistość rządzona przez wyznawców śmierci.

Za każdym razem, gdy zastanawiam się, co mogę jeszcze uczynić, dopada mnie głębokie przygnębienie – moja działanie i tak nie ma sensu, nie powstrzymam już maszyny zniszczenia. Spokojnie otwieram piwo. Oglądam obłąkany spektakl w oczekiwaniu na apokalipsę.