W
momencie, gdy bledną kolory reklam i cichną rozrywkowe programy, odsłania się
otchłań kryzysu, która obok podziemnych rzek troszczących się o życie, stanowi
ukrytą prawdę schyłku kapitalizmu. To prawda, tego co jest – tkwienia w
egzystencjalnej śmierci. W strachu i poczuciu bezsensu.
Korporacyjne,
krótko terminowe cele, przynoszące zyski, odbijają się, a odbicie jest mroczne:
prekarne warunki pracy pozbawiają nas przyszłości, innych celów niż najbliższy
krok, przetrwanie z dnia na dzień, cały czas poszukując pożywienia i
bezpiecznego schronienia.
Etyka
przetrwania dla najsilniejszych uczynniała to, co społeczne przestrzenią bezwzględnej
walki, zmieniając ludzie w bestie. Inni są zagrożeniem. Ryzykiem, którego
lepiej nie podejmować. Schodzi się z drogi, podąża się samotnie – tak jest bezpieczniej,
tak jest lepiej. I przede wszystkim myśli się o sobie. Aby przetrwać. Kolejny dzień
w oczekiwaniu na śmierć. Chociaż już się w niej jest. Kroki nie mają celu –
zaklęty krąg, pozbawiony życia.