Mogę powiedzieć, że bunt to moja tradycja, że mnie urodził. Kształtował. Stanowił odniesienie podczas budowanie siebie i systemu wartości. Kierował (i kieruje) moją drogą – egzystencjalnymi i intelektualnymi wyborami. Rozwijał się wraz ze mną. Nieustannie towarzyszył. Pociągał. Niekiedy wyprowadzał na ulicę. Angażował w społeczne działania. Nic więc dziwnego, że gdy dostałem książkę Przemysława Szczygła pod tytułem Bunt, od razu zabrałem się do lektury.
Książka
Szczygła podejmuje kwestię uczenia się w ruchach społecznych. W edukacji
dorosłych, w pedagogice krytycznej jest to obszar uznawany za wielce obiecujący
edukacyjnie i politycznie. Niekiedy bywa ujmowany zbyt idealistycznie – jako
zawsze z natury swej edukujący emancypacyjnie, jako zawsze politycznie postępowy.
Jakby nie dostrzegali, że istnieją mroczne, skrajnie prawicowe ruchy społeczne.
I że nawet w ruchach prodemokratycznych, lewicowych, uczenie się nie zawsze ma
charakter emancypacyjny i postępowy.

